Względy estetyczne a cierpienie zwierząt, czyli o kopiowaniu ogona i uszu
W przeszłości kopiowanie uszu czy ogona miało różne podłoża i wcale nie chodziło o względy estetyczne. Przez ucinanie ogona chciano raczej wzmocnić plecy, zwiększyć szybkość poruszania się, zmniejszyć ryzyko obrażeń podczas walk albo spotkania z drapieżnikiem, co dość często przydarzało się psom pasterskim. Wreszcie kolejnym argumentem, chociażby w Anglii, stał się podatek od psów pracujących a posiadających ogon… Nie będę się tu rozwodzić nad absurdalnością owych przekonań czy zapisów prawnych, powiem jedynie, że także i dzisiejsze pozostawiają wiele do życzenia.
Prawo a kopiowanie uszu i ogona
W wielu krajach na świecie przycinanie uszu i ogona ze względów estetycznych jest zabronione. Również i w Polsce od 1997 roku obowiązuje Ustawa o ochronie zwierząt, w której przepis art. 27 ust. 1 brzmi: „Zabiegi lekarsko-weterynaryjne na zwierzętach są dopuszczalne dla ratowania ich życia lub zdrowia oraz dla koniecznego ograniczenia populacji i mogą być przeprowadzane wyłącznie przez osoby uprawnione”. Inspekcja weterynaryjna uznaje zabiegi obcinania uszu i ogona za zabronione i chce ich wyeliminowania. W tym celu pisemnie przypomina lekarzom weterynarii o zakazie przeprowadzania tych zabiegów.
Ustawa obowiązuje już od 10 lat, a jednak ciągle widzimy na ulicach okaleczone zwierzaki i dumnie spacerujących z nimi właścicieli. Czy sami poddali psiaki takim zabiegom, czy też już takie kupili – nie wiadomo. Jedno jest pewne, świadomość społeczna o tym, że jest to zabieg nielegalny, jest niska. Ciągle nad prawnym aspektem tego tematu przeważa estetyczne podejście do psiaka. Ludzie przywiązują się do wyglądu danej rasy, który to później utożsamiają ze wzorcem rasy. Warto przypomnieć, że skoro sami wykreowali taki trend, mogą go również w każdej chwili zmienić. Poza tym nie po to natura wyposażyła psy w ogony i klapnięte uszy, by to zmieniać tylko ze względu na swoje „widzi mi się”.
Czy to boli?
Boli. I to bardzo! Dlatego też zanim wprowadzono zakaz kopiowania, przed zabiegiem pieski zazwyczaj poddawano znieczuleniu, ale były też i przypadki, kiedy robiło się to na tzw. „żywca” na 10-14-dniowych szczeniakach. Zabiegi te zresztą przeprowadza się ciągle. Niektórym nie przeszkadza, że psiaki aż popuszczają mocz z bólu…
Inne mity
Zwolennicy kopiowania uszu i ogonów podkreślają, że to nie boli. Ale tę kwestię już chyba wyjaśniłam. Inne tłumaczenia to np. takie, że zapobiega to martwicy ogona czy nawrotom chorób uszu. Nawet jeśli w jakimś stopniu, to czy naprawdę trzeba te zwierzaki okaleczać?
Kopiowanie a wystawy
Chcemy, by nasz pupil wyglądał zgodnie ze swoim wzorcem, zwłaszcza gdy mamy zamiar go wystawiać. Jednakże FCI swoje wzorce dostosowuje do prawa, które obowiązuje w danym państwie. Czyli w sumie nie opowiada się ani za, ani przeciw okaleczaniu psów.
Z kolei Polski Klub Psa Rasowego nie dopuszcza do udziału w wystawach psów z kopiowanymi uszami czy ogonem: jest to – w naszym przekonaniu – przełomem w podejściu do idei psa rasowego, który z całą pewnością jest zwierzęciem kompletnym – posiadającym wszelkie przyrodzone mu części ciała – komentuje Klub.
Jednym słowem psa z kopiowanymi uszami czy ogonem nie będziemy mogli wystawiać nigdzie w Polsce. Lepiej zatem dobrze zastanowić się, zanim zdecydujemy się na taki zabieg albo kupimy już okaleczonego pieska.
A co Wy myślicie o kopiowaniu uszu i ogona?


