Piękne ciało – warte cierpienia zwierząt?
Czy kupując kosmetyki szukacie znaczka „nietestowane na zwierzętach”? Czy zastanawialiście się kiedyś, jak takie testowanie wygląda? A może w ogóle o tym nie myślicie..? Wybieracie kosmetyki polecone w drogeriach albo przez koleżanki. Warto jednak zapoznać się z tym, w jaki sposób przeprowadza się badania na zwierzętach, a potem dopiero podjąć decyzję, czy chcemy używać kosmetyków, do testowania których „zużyto” kilkadziesiąt zwierząt, czy też nie.
Testy na tolerancję błony śluzowej
Zazwyczaj wykorzystywane są do tego króliki, gdyż nie wydzielają płynu łzowego. Zaaplikowana substancja pozostaje tam zatem co najmniej 24 godziny powodując podrażnienia, poważne zapalenia spojówek albo całkowite zniszczenie oka.
Testy na podrażnienie skóry
Tu także wykorzystuje się głównie króliki. Zwierzęta pozbawia się sierści i częściowo okalecza, następnie na te właśnie partie skóry nakłada się testowane substancje. Wiadomo, że każde zwierzę chce wylizać swoje rany, więc uniemożliwia się im to poprzez zakładanie obroży i umieszczanie w specjalnych klatkach.
Testy na toksyczność
Tutaj substancje podawane są do pokarmu, wmuszane do przyjęcia za pomocą sond wewnętrznych, wstrzykiwane dożylnie, domięśniowo, do brzucha, czasem zwierzę musi je wdychać. Reakcje są różne: paraliż, skurcze... Na koniec zwierzęta się zabija, aby stwierdzić, jaki skutek wywołały owe substancje w ich organizmie.
Niektóre firmy ciągle stosują test LD50, który określa stężenie substancji, jaka zabija połowę zwierząt wykorzystanych do badania. Najczęściej stosuje się ten test na myszach i szczurach, które po upływie ok. 3 dni umierają z powodu uduszenia.
Metody alternatywne
Oczywiście istnieją! Pierwsze postulaty o ich wprowadzenie pojawiły się pod koniec lat pięćdziesiątych. Wówczas Anglicy zaproponowali metodę 3R (replacement, reduction, refinement). Jej celem było zastąpienie zwierząt modelami badawczymi, które nie odczuwają cierpień, zmniejszenie ilości zwierzaków wykorzystywanych do badań i doskonalenie metod badawczych tak, aby zmniejszały ich cierpienie. Koła naukowe jednak raczej nie przejęły się propozycją zastosowania tej metody. Zasadę 3R wprowadził dopiero Parlament Europejski w 1986 r. w dyrektywie „O ochronie zwierząt używanych w eksperymentach i do innych celów”.
Metodami alternatywnymi są miedzy innymi: modelowanie molekularne, hodowle tkankowe, które pochodzą od zwierząt i ludzi. Wreszcie sami ludzie mogą zgłaszać się na ochotnika i testować dany produkt. Podobno metody te mają pewne ograniczenia. Niektórzy twierdzą, że przemysł kosmetyczny z przyzwyczajenia przeprowadza testy na zwierzętach, inni zaś, że to jedyna droga, by sprawdzić, czy kosmetyk rzeczywiście nie będzie wywoływał reakcji niepożądanych dla zdrowia człowieka.
Co znaczy nietestowany?
Wiele firm na opakowaniu kosmetyku podaje informację: „Produkt nietestowany na zwierzętach”. I mają rację. W przeciwnym wypadku firma popełniałaby przestępstwo, gdyż w Unii Europejskiej nie można testować gotowych produktów na zwierzętach, a jedynie poszczególne substancje i też nie wszystkie. Czasem firmy wypuszczają tylko jakąś serię kosmetyków faktycznie nietestowanych na zwierzętach, ale ogólnie polityka firmy je dopuszcza. Dlatego też, aby dowiedzieć się szczegółów, czyli tego, czy firma faktycznie nie testuje niczego na zwierzętach, trzeba szukać informacji nie tyle na jej stronach, ale na stronach organizacji prozwierzęcych, np. PETA albo uszata strona.
W jaki sposób firmy dostają się na taką listę? Firma podpisuje zapewnienie, iż nie przeprowadza takich testów albo spełnia kryteria Corporate Standard of Compassion for Animals (Zbiorowa Norma Współczucia dla Zwierząt). Firmy te podpisują, że nie prowadzą ani też nikomu nie zlecają testów na zwierzętach przy produkcji poszczególnych składników czy formuł i zobowiązują się nie prowadzić ich także w przyszłości. Niektóre firmy obiecują dodatkowo nie wiązać się z dostawcami, którzy popierają testy na zwierzętach.
Skąd pewność, że producenci dotrzymają słowa? Cóż, firma, która zdeklarowała się, że nie będzie wykorzystywać zwierząt do badań i testów przyłapana na czymś takim może stracić wiarygodność w oczach konsumentów. Może również spodziewać się pozwów sądowych – zatem nie warto.
Firmy, które nie testują
Są dowodem na to, iż nie jest to konieczność. Bazują głównie na składnikach naturalnych i sprawdzonych formułach. Zazwyczaj występują przeciw badaniom na zwierzętach – są cruelty free.
Zatem jaki będzie Wasz następny wybór marki kremu, tuszu czy pomadki? Co teraz myślicie, nakładając swój ulubiony cień do powiek? Koniecznie sprawdźcie listy kosmetyków nietestowanych na zwierzętach!


